„Lada chwila przyjadą z powiatu, więc dobrze, abyś był w domu i opisał całe zajście. Tak czy owak posłaliby po ciebie. Pójdę z tobą, Gawlik nas zastąpi, zna się na rzeczy.
Dobrze mruczy Ben. Dobrze.
Zrób wszystko, aby Romana nie zabrali mówię. Bardzo niedobrze niepokoić zmarłego, on to ponoć wszystko widzi, oszczędźmy mu tego. Straszny żar na świecie, więc jeszcze dziś go pochowamy, wieczorem.
Ty wiesz najlepiej, jak z tym pochówkiem rzuca i wskakuje na Kasztankę. Nie pozwolę zabrać Romana, chyba że mnie skują.
Kasztanka rusza kłusem.
Idę do kombajnu i wdrapuję się do Gawlika. Nie jest zmęczony, chochliki wyzierają z oczu, oby tylko nie zaczął opowiadać kawałów.
Mamy problem mówię, a on kiwa głową, unosząc jednocześnie brwi. Nie powiedział ci Ben Zaprzecza głową. Ja też muszę wracać, więc radź sobie sam. Jak skończysz, jedź na swoje pole.
W porządku.
Zeskakuję i ruszam w stronę domu. Idę i zbiera mi się na wymioty, choć od rana ani kruszyny chleba nie zjadłem. Śmierć Romana! Cios poniżej pasa, nagle wszystko legło w gruzach, a śniły mi się już złote i rubinowe konie, te kwiaty pustyni, bo kto nie kocha koni, źrebiąt i kobiet. Piękno poraża nawet głupka. Dopadła klęska, trzeba ją strząsnąć z siebie i coś nowego wykombinować. Jedna nadzieja umarła, urodzi się druga. Nie ma ślepych dróg dla życia. Jastrzębie Wzgórze od trzystu lat należy do nas. A może od zawsze Nie mogę stać się jego grabarzem. Boże, który jesteś we mnie i wszędzie, pomóż mi. Zawsze radzę się i słucham tylko Ciebie. Pokieruj moimi myślami i czynem. Amen. Tak, tak, uporać się ze śmiercią Romana to najważniejsze. Jeszcze dziś go pochowamy. Dla wspólnego dobra. Wybrał inną sadybę, niech odpoczywa w pokoju, umarli należą do umarłych, ja jeszcze do żywych, stary jestem, ale żywy i tak dużo mam na głowie. Gdyby nie to, że jestem już siwy, dzisiaj srebrem bym się pokrył.“(10)
<<<< Połągą praktycznie się
| Wstawszy od stołu jeżeli >>>>
calling cards |Materiały Budowlane |kuchnie